Pl-Lt Music Crossroad.

PL-LT Music Crossroads to spotkanie dwóch kultur i połączenie ich w jedność. Celem projektu jest międzykulturowość, dialog międzyetniczny i solidarność, której celem jest głębsze zrozumienie siebie nawzajem, swoich tradycji oraz zwyczjów. Czternastu młodych ludzi wraz z trzema liderami starają się stworzyć coś pieknego, nadzwyczajnego i niezapomnianego.

Jak to było...

Dzień Pierwszy 24.06.12 Niedziela

Pierwszy dzień był dla nas bardzo meczący. Głównie z powodu długiej podróży z Solca Kujawskiego aż do Vepriai (ok 600 km). Nasza nowa koleżanka, Noemi, miała jeszcze gorzej. Musiała do nas dojechać aż ze Szczecina (ok.300 km). Na szczęście jesteśmy jeszcze wystarczająco młodzi, żeby przetrwać tak długą nocną podróż.

Kiedy dotarliśmy na miejsce musieliśmy jeszcze chwilę poczekać na naszych gospodarzy. Przeznaczyliśmy ten czas na granie, śpiewanie oraz zastanawianie się na jakich ludzi tak właściwie trafimy. Na szczęście nie było czego się obawiać. Poznaliśmy naszych nowych przyjaciół z wielkim uśmiechem na twarzy.

Po zakwaterowaniu wszyscy pięknie wyruszyliśmy na lunch. Niestety większej grupie osób nie przypadł on do gustu, ale jesteśmy wystarczająco młodzi, żeby przetrwać takie dania.

Następnie uśmiechnięci, zadowoleni i pełni wigoru ruszyliśmy na zewnątrz, aby trochę pośmigać się na świeżym powietrzu oraz popodziwiać okolicę.

Ostatecznie wylądowaliśmy całą grupą w „naszym pokoju”, żeby poznać się nawzajem lepiej, poznać nasze obawy oraz oczekiwania. Po świetnie spędzonym czasie z nowymi przyjaciółmi wybraliśmy się na kolację, aby po raz kolejny zapełnić nasze brzuszki. Później przedstawiliśmy nasze grupy w formie krótkich filmów (gdzie trzeba pochwalić naszych gospodarzy z Litwy za genialną robotę).

Dzień zakończył się niezbyt żywą jam session. Bardzo możliwe, że nie była ona idealna, ponieważ potrzebowaliśmy jeszcze czasu, aby się poznać lepiej i „zgrać”.


Dzień Drugi 25.06.2012 Poniedziałek

Rozpoczęliśmy dzień drugi w miarę wypoczęci i z szerokim uśmiechem na twarzy. Niestety uśmiechy większości znikły, gdy zobaczyliśmy śniadanie. Do końca nie wiadomo czym były te niezidentyfikowane ziemniaki o konsystencji budyniu. Jednakże musieliśmy pokazać jakie z nas dzielne skauty i zjedliśmy pierwsze wspólne międzynarodowe śniadanie.

Następnie zebraliśmy się w „naszym pokoju” i omówiliśmy zasady projektu, stworzone przez nas samych. Kolejną jakże zadziwiająco zbliżającą zabawą była „Bezludna wyspa”. Każdy z nas dostał swoją osobistą rolę, a jeden z liderów – Wojtek „Struna” Michalski – był naszym „bogiem wszechmogącym”, decydującym o wszystkim co działo się na wyspie. W trakcie gry powstało jedno z najpiękniejszych (możliwe, że najpiękniejsze) słów całego projektu, a mianowicie SHPLANE (ship – statek i plane – samolot w jednym).

Kolejnym zadaniem do wykonania, było coś czego nikt by się nie spodziewał. Mieliśmy w 30 minut wymyślić i stworzyć piosenki w małych czteroosobowych grupach. Nasze dzieła można zobaczyć na filmie z drugiego dnia.

Po lunchu większość grupy wybrała się na przygodę na rzece – spływ kajakowy. Podczas pływania na kajakach na twarzach odpoczywających uczestników projektu rodziły się piękne uśmiechy, które były prognozą zapowiadającego się tygodnia. W międzyczasie, grupa osób, która nie wybrała się na kajaki, produkowała się twórczo. W altance przy rzece powstała piosenka zainspirowana litewskimi chmurami (proszę wierzyć nam na słowo, że litewskie chmury są inne) pt. „Tears of life”.

Obie grupy spotkały się na ognisku, które dzielnie rozpaliła Gosia z Pawłem. Okazało się, że ci co wrócili prosto z wody byli bardzo im wdzięczni za tą odrobinę ciepła. Dodatkowo mogli się ogrzać w baniach z gorącą wodą, lecz głównie korzystali z nich chłopcy.

Przyszedł czas na męską przygodę życia! Grupa starszaków odważniaków wybrała się w nieznane. Oczekiwania – zwykły las, trochę błotka i pokrzyw. Rzeczywistość – bagna, rzeka i ogromne gąszcze. Niestety nasz kolega zagubił tam swoje okulary, jednakże wciąż się zarzeka, że to najcudowniejsza wyprawa jego życia. Oczywiście mu wierzymy. Każdy marzy o leśnym spacerku, po którym ma błoto nawet w zębach. W dwóch słowach – niezapomniana przygoda.

Zmęczeni, obalali, ale ogromnie szczęśliwi wróciliśmy do ośrodka. Po drugim dniu można było powiedzieć, że poznaliśmy się lepiej, a nasza przyszła praca będzie owocna.


Dzień Trzeci 26.06.2012 Wtorek

Trzeci dzień był ostatnim dniem integracji przed wielką pracą. Wszyscy strasznie zmęczeni udaliśmy się na śniadanie, a później zebraliśmy się, aby przedstawić plan dnia. Dowiedzieliśmy się, że dzień trzeci był dniem kultury!

Nasi gospodarze zaczęli od prezentacji swoich tradycyjnych zabaw, tańców i piosenek. Bawiliśmy się przy tym znakomicie. Szczególnie ciekawe były energiczne tańce-zawijańce, których usiłowali nas nauczyć. Męcząca, ale również jaka zabawna okazała się gra w „kury”, gdzie po wypowiedzeniu kilku zdań po litewsku przepychaliśmy się skacząc w przysiadzie.

Nadszedł czas na prezentacje polskiej ekipy. Byliśmy znacznie mniej przygotowani, ale daliśmy radę. Nauczyliśmy naszych przyjaciół cudownego hymnu Euro 2012 „Koko Koko Euro Spoko”, ponieważ jest on oparty na polskiej folkowej muzyce. Postanowiliśmy również pokazać jak się tańczy poloneza. Na koniec graliśmy w parę gier, które wszyscy pamiętamy z dzieciństwa.

Po obiadku mięliśmy okazję czegoś się nauczyć o litewskich tradycyjnych instrumentach. Przybyła do nas ciekawa para z masą instrumentów. Niektóre widzieliśmy po raz pierwszy na oczy. Niestety, pan, który opowiadał nam o nich nie potrafił ani słówka po angielsku. Wtedy ujawnił się ukryty talent Rokasa jako tłumacza wszechmogącego. Parę instrumentów mięliśmy okazję zrobić sami. Na szczęście nie polała się krew, a my mile spędziliśmy czas.

Po kolacji dostaliśmy kolejne ciekawe zadanie od pana Michalskiego. Mięliśmy przygotować kolejne krótkie piosenki w grupach, ale tym razem miały to być piosenki folkowe. Przez dwie godziny wszystkie grupy namiętnie ćwiczyły, aż do czasu prezentacji naszych wymysłów. Najlepszym wykonaniem tamtego wieczoru była piosenka w stylu Sutartinės (czyli litewskich pieśni polifonicznych) wykonana przez Gosię, Pauliusa i Rokasa. Był to bardzo udany dzień – ostatni przed wielką pracą.


Dzień Czwarty 27.06.2012 Środa

Nadszedł czas wielkiej pracy. Wyspani zjedliśmy śniadanko, a później przedyskutowaliśmy szczegółowo plan na piosenkę. Zaczęło się rodzić coś niezwykłego. Podzieliliśmy się na dwie grupy – musicians i lyrics makers.

Podczas gdy muzycy mięli już początkowy zarys naszego dzieła, reszta przeżywała kryzys weny. Lecz nagle zaskoczył pewien pomysł. Postanowiliśmy napisać piosenkę o życiu drzewa. Uznaliśmy, że to cudowna metafora ludzkiego życia.

Podzieliliśmy kawałek na różne etapy życia. Część, w której rapuje Dovaras opowiada początku nowego życia. Powoli dotykamy ziemi i zaczynamy zapuszczać korzenie. Bierzemy pierwszy łyk wody, a słońce łagodnie nas oświetla. Wzrastamy.

W krótkim refrenie opowiadamy, że nie boimy się rosnąć i mieć marzenia, aby dotknąć nieba albo nawet latać. W części reggae jesteśmy już niepokonani, niezwykle silni. Nie obawiamy się, że ktoś może nas skrzywdzić. Myślimy, że nic nam się nie stanie, bo jesteśmy wyjątkowi i potrzebni światu.

Kiedy utwór zwalnia, nasz świat również. Piękny sen się kończy, kiedy ktoś przecina naszą linię życia. Śmierć przychodzi po naszą duszę. W części z polskim rapem opowiadamy o nowym życiu, o nowej nadziei. Pamiętamy także, że nasza dusza przetrwa, nawet jeśli nas już nie ma.

Po całym dniu pracy mięliśmy już cały numer. Wtedy zaczęły się próby do nagrywania piosenki w studiu w „Siuvykli” w Panevėžys. Wszyscy się denerwowali, ponieważ chcieli wypaść jak najlepiej następnego dnia. Dlatego też tak szybko poszliśmy spać.


Dzień Piąty 28.06.2012 Czwartek

Piąty dzień projektu był szczególnie pracowity. Był jednym z najważniejszych dni naszego przedsięwzięcia. Zaspani zjedliśmy śniadanie i zapakowaliśmy sprzęt do samochodów, aby wybrać się do studia nagrań „Siuvykla” w Panevėžys.

Kiedy dotarliśmy na miejsce zaczęła się praca. Mozolna praca. Każdy instrument był nagrywany osobno, więc niektórzy musieli czekać nawet 12 godzin! W tym czasie czekały na nas znakomite zabawy jak: ćwiczenie piosenek na koncert, granie z nudów na nie swoich instrumentach, śpiewanie (nawet jak się nie umie), granie na konsoli w gry w rosyjskiej wersji językowej, spanie, granie w tennis stołowy, granie w piłkarzyki, jedzenie (brawa za wielką i przepyszną pizzę) i spacerowanie po mieście.

Z powyższych najbardziej rozpowszechnioną aktywnością był jej brak, czyli spanie. Byli jednak tacy, którzy nawet na chwilę nie zmrużyli oczka i pracowali nad piosenką. W studiu cały czas trwały prace. Wynikło też parę niespodziewanych problemów. Na przykład nasz kolega zapomniał multiefektu do swej gitary i nasz „człowiek orkiestra” musiał zastąpić ta maszynę. Jak tego dokonał można zobaczyć na filmie z dnia piątego.

Kiedy nasza praca dobiegła końca byliśmy przeszczęśliwi, ale również masakrycznie zmęczeni (skończyliśmy około godziny czwartej nad ranem). Spakowaliśmy sprzęt do aut raz jeszcze i udaliśmy się do Vepriai. Do łóżek trafiliśmy o godzinie szóstej rano.. Można jednak powiedzieć, że czuliśmy satysfakcję i byliśmy zadowoleni.


Dzień Szósty 29.06.2012

Ten dzień był następnym pracowitym dniem. Mieliśmy przygotować koncert w zaledwie kilka godzin. Było to bardzo trudne i ciekawe wyzwanie – wszyscy padali po poprzednim dniu w studiu. Jednakże dla młodych artystów jak my wszystko jest możliwe.

Spotkaliśmy się po śniadaniu i spisaliśmy harmonogram dnia. Podzieliliśmy się szybko na grupy i zaczęliśmy pracę. Niektóre utwory były wałkowane godzinami, inne opanowaliśmy w dwadzieścia minut. Mieliśmy przy tym wiele zabawy i wszyscy chodzili usmiechnięci.

Nadszedł czas, aby wyruszyć do Ukmergė. Zapakowaliśmy cały sprzęt i wyjechaliśmy, trochę podekscytowani, trochę przestraszeni. Planowo koncert miał się zacząć o godzinie dwudziestej, ale niestety przygotowywanie sceny opóźniło wydarzenie o całą godzinę. Na szczęście przez ten czas udało nam się zwrócić uwagę osób, które przechodziły obok domu kultury w Ukmergė.

Z malutkim stresem nasz koncert się rozpoczął. Jako pierwszą przedstawiliśmy piosenkę „Hit the Road Jack” Raya Charlesa. Później zaprezentowaliśmy kolejny cover, był to utwór „Wonderwall” zesołu Oasis. Przyszedł czas na piosenki grupy 5'nizza - „Soldat” i „Jamaika”. Póżniej graliśmy „Use somebody” zespołu Kings of Leon, „One Love” Boba Marleya, „Knocking on the heaven's door” Boba Dylana, „Alive” Pearl Jamu. Stres szybko zniknął.

Po coverach nastał czas na zaprezentowanie naszej najważniejszej piosenki - „Live is a Project”. Jak wykonaliśmy nasz utwór live można się przekonać oglądając film z dnia szóstego. Na sam koniec pokazaliśmy widowni piosenknę „Unite” stworzoną przez jedną z grup w projekcie.

Po koncercie wybraliśmy się do Centrum Młodzieży, aby tam coś zjeść, uspokoić się i poodpoczywać. Głównie spędziliśmy tam czas na graniu, śpiewaniu, jedzeniu i spaniu. Znaleźli się jednak i tacy, którzy mieli siły grać w piłkarzyki.

Po wyczerpującym dniu, męczącej podróży powrotnej, uradowani wskoczylismy do łóżek, aby zaznać najdłuższego do tej pory snu podczas projektu. Byliśmy szczęślwi, że udało się nam już tyle zrobić.


Dzień Siódmy 30.06.2012 – Dzień ostatni

Nadszedł ostatni dzień projektu. Wiekszość z nas spała do późna, aby troszkę zregenerować siły przed podróżą powrotną. W spokoju zjedlismy lunch, spakowaliśmy się i posprzątaliśmy pokoje. Po jedzonku mieliśmy spotkanie, podczas którego dzieliliśmy się refleksjami z całego tygodnia i opowiadaliśmy czego baliśmy się kiedy projekt się zaczynał.

Zostaliśmy podzieleni na dwie grupy – zielonych i całą resztę. Za zadanie mieliśmy przygotować ostatnią piosenkę, piosenkę pożegnalną. Po trudnej, a zarazem wesołej pracy stworzylismy dwa piękne utwory, które można obejrzeć na filmie z dnia siódmego. Muszę w tym miejcu pochwalić naszego kolegę Pawła, który był łaskawy objawić nam swój talent wokalny dopiero ostatniego dnia. Wszyscy wróżymy mu cudowną przyszłość wokalisty.

Ostatnie wspólne zabawy były radosne, ale byliśmy smutni, że są właśnie ostatnie. Nigdy nie zapomnimy legendarnego pisania życzeń na pleckach przyjaciół. Dowiedzieliśmy się też kto komu słał tajne listy przyjaźni i uczestniczyliśmy w najbardziej nostalgicznej ewaluacji całego projektu. Byliśmy świadomi, że liderzy pytają po raz ostatni o słowo dnia i nasze osobiste osiągnięcia.

Nadszedł najgorszy czas takich wyjazdów – pożegnanie. Tuleniom nie było końca. Pojawiły się smutne twarze, a kiedy nasz lider wesołek Dovaras uronił łzy wszyscy poszli w jego ślady i wypłakaliśmy rzekę.

Litwini odjechali, a my czekaliśmy na naszego kierowcę oglądając zdjęcia z całego projektu. Powzdychaliśmy i powspominaliśmy, ale musieliśmy już opuścić kraj o pięknych chmurach. Teraz czekamy tyklo na premierę naszej piosenki „Life is a project”, aby móc chwalić się wszystkim , że udało na się zrobić coś cudownego.